| home | O sztuce |

|

|

 


 

O sztuce - Dwa Ostrza

Ze wszystkich sztuk ludzkość upodobała sobie najbardziej sztukę wojenną. Gdziekolwiek spojrzymy poczesne miejsce pośród wytworów ludzkiego umysłu zajmują dzieła o tematyce wojennej – obrazy, reliefy, malowidła
w jaskiniach, rzeźby, a nawet ilustracje do przypowieści biblijnych. Jednak pośród najpiękniejszych wyrobów artystycznych wyróżniają się nie płaskorzeźby na murach Akropolu, nie obrazy Jana Matejki, lecz broń biała. Mnogość rodzajów, kunsztowność zdobień i walory użytkowe wyróżniają broń pośród wytworów sztuki całego świata.

Lecz mnie zainteresowały w szczególności dwa rodzaje: japońska katana i europejski longsword (zwany niekiedy półtorakiem). Przyczyna jest jedna – zdarzało mi się słyszeć wypowiedzi “znawców” na temat wyższości katany nad “europejczykiem” i vice versa. Poglądy te, wynikające z bardzo płytkiej wiedzy na temat oręża, wprowadzały wiele zamieszania do umysłów laików. I do nich kieruję ten artykulik, zatem upraszam fachowców o cierpliwość i wyrozumiałość dla porównań, sformułowań i prostego (w miarę) języka tekstu.
Nie mam tu na celu wyczerpać tematu a jedynie uściślić pewne fakty. Zresztą nie będzie to suche porównanie dwóch ostrzy – raczej porównanie sztuki wojennej Europy i Japonii.

Zacznijmy może od klasyfikacji broni jako takiej. Wszyscy wiemy, że teoretycznie dzieli się na obuchową, tnącą i kłującą. Typy mieszają się i uzupełniają nawzajem np. miecz (tnąco-kłująca), nadziak (obuchowo-kłująca) czy też klasyczny topór (obuchowo-tnący). Z kolei typy dzielą się na pod typy i podtypy podtypów i tak dalej ab infinitum. I to samo dotyczy mieczy. Spróbujmy zatem sklasyfikować je wg typów. Najpierw broń japońska:

Miecze właściwe (proste)

Tsurugi – brązowy, prosty, obosieczny, z głownią rozszerzającą się ku dołowi, przechodzącą w szpic u końca sztychu.

Ken – brązowy, prosty, obosieczny, z głownią jednakowo szeroką na całej długości, rękojeść z głowicą
w kształcie pierścienia; pochodzenia chińskiego.

Tachi – żelazny, prosty, jednosieczny, z wysoka rękojeścią i wydatną głowicą (w takiej formie występuje
w II w p.n.e.).

Jest to klasyfikacja cokolwiek ogólnikowa, gdyż w tej materii nawet sami Japończycy są niezgodni, występują różnice pomiędzy klasyfikacją wcześniejszą, a późniejszą, a trudność potęguje się gdy do głosu dochodzą autorytety spoza Japonii. Pora na:

Miecze mające cechy szabli (z głowniami żelaznymi)

Tachi – głownia długa, rękojeść wysoka, pochylona, pochwa z ryfkami i brajcarkami, zawieszany u pasa
na jedwabnych sznurach, poziomo, ostrzem w dół. Wczesna odmiana bojowa: no-dachi, o kolosalnych wymiarach, do 180 cm, noszony przez odznaczających się odpowiednią postura żołnierzy. Przewiązywany
na plecach przez lewe ramię.

Katana – podstawowa bron sieczna samuraja, używana od Vii wieku, głownia krzywa długości do 75 cm (krótsza niż tachi), rękojeść lekko pochylona, pochwa bez ryfek (okuć z kółkami, służących do przeciągnięcia rapci i uwieszenia u pasa), z uchem z boku do przewleczenia sznura; noszona za pasem po lewej stronie, ostrzem do góry.

Nin-to – broń ninja, o pochodzeniu chińskim. Głownia prosta, jednosieczna, o długości do 60 cm. Garda (tsuba) prostokątna, pochwa przystosowana do noszenia na plecach. Było to wielofunkcyjne urządzenie łączące w sobie miecz, rurkę do nurkowania, drabinkę i kilka innych urządzeń z których słyną wojownicy nocy (że o otwieraczu do konserw nie wspomnę J ).

Wakizashi – bron sieczna, krótka, z głownią krzywą długości 30-45 cm, mająca przy pochwie nożyk kozuka (kogatana) i pałeczkę kogai, towarzysząca katanie i tworząca z nią garnitur. Zwany też “strażnikiem honoru” jako, że służył do harakiri (seppuku).

Tanto – puginał o głowni krzywej (rzadko prostej), o dł. 26-30 cm.

Hamidashi – puginał jak tanto, ale z gardą (tsubą).

Aikuchi – puginał bez gardy, dł. 22-35 cm.

Yoroi doshi – mały sztylet do przebijania zbroi w walce bezpośredniej, dł. ok. 18 cm.

Kwaiken – mały sztylet z głownią obosieczną, długości ok. 14 cm, używany przez kobiety do popełnienia ceremonialnego samobójstwa przez przecięcie żył po lewej stronie szyi.

Uff...trochę tego jest, ale jak mówiłem jest to klasyfikacja dosyć ogólnikowa. A jak przedstawia się to
po drugiej stronie? Miecze Europejskie możemy sklasyfikować następująco:

Miecze proste (brązowe) – datuje się je od odkrycia miedzi i brązu (ok. 6000 lat temu), ale dla nas ważne
są tylko miecze tzw. typu celtyckiego; charakteryzują się one prostą, obosieczną głownią, lekko rozszerzającą się w kierunku sztychu, by zakończyć się ostrym szpicem; nie miały osobnego jelca, garda była tylko szerszą częścią rękojeści. Typ zawiera również miecze greckie: proste, bez wyraźnego jelca, z głowicą w kształcie walca, o głowni liściastej (u nasady szeroka, zwęża się ku środkowi, by dalej rozszerzyć się, dla nadania ciężaru, przechodząca w szpic), lub podobnej do głowni celtyckich. Jako ciekawostkę mogę podać,
że Homer pisząc w “Iliadzie” słowa: “Achajowie w brąz odziani” nie przesadzał ani trochę. W jednym
z grobowców w Denera w Agrolidzie odnaleziono brązową zbroję należącą do wodza skrywającą ciało wojownika od kolan po szyję. Zbroja taka służył do walki z rydwanu, gdyż jej konstrukcja zupełnie uniemożliwiała marsz.

Miecze proste (żelazne) – początkowo również typu celtyckiego, później zaczęto stosować krótsze, z głownią równie szeroką na całej długości i zakończona szpicem, z wychodzącym z rękojeści kołowym jelcem (będącym wycinkiem kuli); typowym przedstawicielem tego rodzaju był rzymski gladius. Bezpośrednim następcą gladiusa, była spatha (tzw. rzymski miecz długi) i miecze bizantyjskie (z których z kolei ewoluują miecze wschodnie). Są one uznawane za przodków mieczy średniowiecznych. Co prawda są one bliżej spokrewnione regionalnie z mieczami Franków i Saksonów, ci jednak wywarli olbrzymi wpływ na uzbrojenie Rzymian
(zgodni z zasadą: fas est et ab hoste doceri, czyli: godzi się i uczyć od nieprzyjaciela), zatem późne miecze Rzymskie (i Bizantyjskie) możemy uznać, albo za późnych przodków, albo za wczesne miecze “średniowieczne”.

Około IV – V wieku n.e. miecze krótkie (oba powyższe typy) zaczęły przejawiać pewne zmiany: głownie wykuwano (mniej więcej) jednakowo szerokie na całej długości, sztych broni zaokrąglił się, a jelec stał się wyodrębniona częścią broni. Powody tego są różnorakie. Zaczęto stosować walkę z konia, gdyż pojawiła
się kasta rycerzy, żyjących z wojen, a zatem na tyle bogatych by pozwolić sobie na utrzymywanie wierzchowców. Zatem ostry sztych stał się zbędny, gdyż w walce z konia używa się potężnych cięć (z pełnego zamachu ramienia, popartego przewaga wysokości konia), zaś sztychy ze względu na długość (czy raczej “krótkość”) broni były nieporęczne. Z kolei walka piesza opierała się na sztychach (stąd popularność włóczni)
i skomplikowanych układach szermierczych, stąd jelec. Zatem możemy tu mówić o narodzinach broadsworda ,czyli miecza szerokiego (co prawda nazwa ta nie jest nazwą właściwą, gdyż powstała ok. XVIII w.
ale przyjmuje się ją jako poprawną dla oddania wyglądu broni, jako “szerszej” od osiemnastowiecznej).

Ale miecz ewoluował dalej. Piechota, w tym i rycerstwo, zbroiła się przeciwko jeździe zakładając na siebie coraz cięższe zbroje. Początkowo były to zbroje skórzane, później skórzano-metalowe, pojawiła się kolczuga, aż do pojawienia się elementów płytowych (do tzw. full plate’a). Miecze szerokie przystosowane do cięć
nie były w stanie poradzić sobie z kolczugami, ze względu na brak ostrego sztychu (kolczugę niesamowicie trudno przeciąć). Zatem wyścig kowali z płatnerzami trwał dalej. Zbrojmistrzowie wyszli z tzw. longswordem, mieczem długim, poręcznym zarówno do jednoręcznych cieć z konia, a także, ze względu na długość i ostry sztych, do precyzyjnych pchnięć. Gdy dochodziło do walki pieszej longsworda zazwyczaj ujmowano oburącz, lub (szczególnie silne jednostki) jednoręcznie, a w drugą rękę ujmowano tarczę. Lecz płatnerze nie pozostali
w tyle i w XV w. wprowadzono pełną zbroje płytową. Zbrojmistrze poszli o krok dalej i zaczęto wykuwać tzw. greatsword’y, czyli miecze dwuręczne (XVI wiek to początek tzw. true twohanders, czyli mieczy dwuręcznych właściwych). Ale nie o wyścig zbrojeń tu chodzi...

Longsword – (głownie bez wyjątku żelazne) 100 – 150 cm długości, głownia zwęża się ku sztychowi przechodząc w ostry szpic, jelec krzyżowy, głowice różnych kształtów (gruszkowate, kuliste etc.); początkowo wożony przy siodle (jako miecz wojenny, w odróżnieniu od krótkiego, “pokojowego”) później noszony u pasa, w pochwie, zazwyczaj po lewej stronie, jednakże podczas przepraw przez szczególnie trudny teren (wspinaczka, przeprawa przez rzekę etc.) zakładano go na plecy (z rękojeścią ponad prawym ramieniem).

Przebrnęliśmy już przez pobieżną (no prawie) klasyfikację. Zatem pora przystąpić do meritum tego artykułu,
a mianowicie do porównania.

Jeśli przyjrzeć się dokładnie wczesnym mieczom europejskim i japońskim (nie zapominając przy tym, że Japonia ma o wiele starszą cywilizację) widzimy pewne podobieństwa formy. Broń epoki brązu jest prosta, obosieczna i bez wyraźnego jelca. Wynika to z prostego faktu, że technologia wyrobu zarówno broni
jak i zbroi jest (w tym czasie) na całym świecie mniej więcej jednaka. Broń była z brązu i miedzi (ze względu
na łatwość obróbki tych metali), a zbroje skórzane z (rzadko) elementami metalowymi. Zatem technologia dyktowała zarówno sposoby walki, jak i wygląd wojowników. Co zatem spowodowało, że w epoce żelaza
i późniejszych broń zróżnicowała się tak bardzo? Po pierwsze do głosu dochodzą tu różnice kulturowe. Shinto, a także (później) buddyzm zen, religie wojowników wschodu, zakładały zupełną pogardę dla śmierci, przedstawiając ją jako kolejną fazę żywota (“Życie jest górą, śmierć jest jak piórko”), zatem uzbrojenie ochronne było (poniekąd) lekkie i zaprojektowane by jak najmniej ograniczać swobodę ruchów. Inny powód wymuszający lekkość daje się zauważyć, gdy spoglądamy na ukształtowanie terenu Wysp Japońskich –
są to tereny w większości górzyste, bądź pagórkowate. Stąd w użyciu pozostawały materiały takie jak: skóra, laka, ewentualnie lekkie kolczugi. Jako ciekawostkę podam, że stój ninja składał się z kolczugi pokrywającej całe ciało; zrobiona była z cienkiego drutu i zapleciona tak by była elastyczna i lekka. Zatem materiały znowu wymusiły zmiany w uzbrojeniu – miecze zaczęły nabierać cech szabli. “A dlaczego ?” gotów ktoś zapytać. Zatem pora na kolejna dygresję. Szabla to broń typowa dla “dzikich” koczowników wschodu. Jako, że byli “dzicy” to ich wojownicy nie byli odrębnym, bogatym “rycerstwem”, tylko każdy mężczyzna w razie potrzeby stawał się żołnierzem. A to ograniczało popularność ciężkich, metalowych pancerzy, do kręgów najbogatszych – wodzów plemion, królów itd. “Zbroję” stanowiło zatem grube podróżne ubranie, a “hełmem” był turban
lub conajwyżej skórzana czapa. A materiał (np. kilka warstw tkaniny lnianej) jest niemożliwy do “porąbania” mieczem prostym, miękko zamortyzuje uderzenie (co skończy się stłuczeniem, lub conajwyżej złamaniem).
Stąd potrzeba “cięcia” – krzywizna szabli tnie po wycinku koła pozostając w kontakcie z materiałem przez znacznie dłuższy czas niż prosty miecz, zatem jej skuteczność jest relatywnie wyższa.

A wracając do Japonii. Pierwszym mieczem o cechach szabli był Tachi, najpierw brązowy, a później żelazny. Z niego wyewoluowała katana, co nie oznacza, że tachi wyszedł z użycia. Używany był nadal, tylko stanowił raczej element ceremonialnego stroju wielmożów i innych członków dworu np. shira tachi, (biały tachi) który przysługiwał czterem najważniejszym dostojnikom w szogunacie. Albo shirazaya tachi z rozszerzającą się
ku dołowi pochwą, pokrytą zwierzęcym futrem, o znaczeniu symbolicznym – np. czarna pantera oznaczała żałobę, a futro tygrysa oznaczało... dworskiego muzykanta.

Te (tzn. Tachi i katana) i późniejsze miecze przeznaczone były do cięcia skórzanej zbroi, a także (!!!) ludzi – którzy z natury również są pokryci “miękką powłoką”. Przecież mięso łatwiej przeciąć nożem niż przerąbać toporem. Ale Polacy mają zwyczaj pytać “a dlaczego?”. A zatem: “a dlaczego akurat nieopancerzonych ludzi?”. Tu mam znowu odwołanie do kultury, a konkretnie do przywilejów kasty samurajów. Prawo surowo strzegło honoru samuraja. Jeden z głównych punktów kodeksu administracyjnego domu Tokugawa, składającego się ze stu artykułów, głosił: “Jeśli człowiek niższego stanu, jak mieszczanin czy chłop, dopuścił
się obrazy samuraja słowem lub ordynarnym zachowaniem, można go na miejscu zabić”. Reguła ta jest bliżej znana jako kirisume-gomen (czyli: “pozwolenie na to żeby zabić i porzucić”). Zatem potrzebne było narzędzie do wykonania wyroku, a nie do bezsensownego pastwienia nad winowajcą. Błyskawiczne cięcie zawsze kończące się śmiercią.

Druga stroną tego samego medalu był fakt, że samuraje w czasie bitew zwykli pokonanemu odcinać głowę jako trofeum i dowód dokonanego czynu. Ponawiam zatem stwierdzenie, że potrzebna była “brzytwa”,
a nie “siekiera”.

Europa postrzegała te sprawy zupełnie inaczej. Co prawda i w Starym Świecie wykształciła się hermetyczna elita wojskowa – rycerstwo, ale bitwy nie były (jak w Japonii) serią śmiertelnych pojedynków między wielmożami, tylko regularnym bojem na zasadzie każdy z każdym. Zatem podstawowe znaczenie miało
tu ciężkie uzbrojenie ochronne. Kolczugi, brygantyny, salady, kapaliny i “psie pyski” stworzone by dawać coraz większe szanse przeżycia starcia. A metal nie poddaje się cięciu z taką łatwością jak materiał lub skóra. Należało go zatem przerąbać, przebić lub przełamać. Dlatego miecze stawały się coraz cięższe i dłuższe.
Stąd ważna rola sztychu. Ważne było by móc się mieczem bronić, móc pokonać przeciwnika, acz niekoniecznie go zabić. Słynna jest anegdota o francuskiej wojnie domowej w czasie której (a trwała ona rok) śmierć poniosło raptem sześciu rycerzy: jeden zmarł ze starości, dwóch zabiły choroby, a jeden spadł z muru
i skręcił kark. Dwóch pozostałych zginęło w boju: jeden zakłuty widłami przez chłopów, a drugi w czasie “karczemnej” bijatyki. Jest i druga, niemniej ważna, anegdota. Mówi ona o wielmożach, którzy brali się
na wzajem do niewoli podczas każdej bitwy, turnieju, lub pojedynku. A potem nawzajem wypłacali sobie odszkodowania, pili, odwozili do siedzib, pili i tak w kółko... Ale skoro mówimy już o bitwach to należy nadmienić, że w Europie najistotniejszą sprawą pozostawała dyscyplina i walka w szyku. Rycerstwo w czasie frontalnego ataku nie mogło “złamać” natarcia – ale dzięki szarży uzyskiwano niepowstrzymaną falę stali, porównywalną jedynie do uderzenia współczesnych pułków pancernych. Wadą tego systemu jest to, że rycerz ma bardzo ograniczone ruchy i jest niesamowicie łatwym celem. Przykładem może tu być słynna bitwa pod Azincourt w 1415 (Wojna stuletnia) zwana “zwycięstwem łuku długiego”. W czasie tej bitwy wielokrotnie liczniejsze rycerstwo francuskie zostało doszczętnie rozbite (można wręcz rzec, że “wybite”) przez łuczników Henryka V Lancastera, co umożliwiło mu zajęcie Normandii.

Zatem nie wschodnia pogarda śmierci, lecz zachodnia miłość życia kształtowały broń Europejczyków.
Miecz był symbolem – chrześcijaństwa (krzyż), męskości (hmm... domyślcie się co), statusu społecznego etc. Zatem obok egzemplarzy o przeznaczeniu bojowym (a zatem lekkość, ostrość i precyzja wykonania), powstawały egzemplarze zupełnie nie nadające się do walki – “ciężkie” od złota, ozdób i klejnotów (z kolei Japońska broń zawsze, obok utylitarnych, posiadała walory artystyczne). Pozwolę sobie na kolejną dygresję,
a mianowicie na temat wykopalisk archeologicznych. Otóż odnajdywane w “:miejscach historycznych” miecze to właśnie owe dzieła sztuki, okazjonalnie tylko (jeśli w ogóle) używane do walki – dobre, nadające się do walki, miecze przekazywano z pokolenia na pokolenie doprowadzając częstokroć do całkowitego zużycia ostrza. Albo spotykał miecze inny los – przekuwano je na broń “nowocześniejszą”: rapiery, szable, escoty etc. Stąd mniemanie, że miecze średniowiecznej europy były pośledniej jakości. Metalurgia w Europie stała na naprawdę wysokim poziomie. Arabskie źródła z okresu krucjat podają, że kolczugi krzyżowców nie poddają się grotom saraceńskich strzał, a germańskie miecze należą do “najlepszych na całym świecie”. Ale mówiłem
o symbolach. Jako symbol właśnie miecz przeniknął do świadomości kulturalnej Europejczyków, były bronią kojarzoną wyłącznie z rycerstwem ze względu na trudność w używaniu i wysoką cenę. Dlatego większą popularnością w boju cieszyły się topory (jako tańsze i prostsze “w obsłudze”), a rycerz nosił ze sobą cały arsenał (miecz, puginał, włócznię, maczugę, topór, włócznię i łuk), co w Japonii nikomu przez myśl by nie przeszło (samuraj miał ze sobą: “garnitur” katany i ewentualnie włócznię).

No dobrze. A jak tym wszystkim walczono? Dla ułatwienia podzielę zagadnienie na podpunkty o pojedynku
i o bitwie.

Pojedynki. Nieodłączny element kodeksu honorowego. Obrazę można zmyć z siebie tylko krwią – swoją
lub wroga. Znamy to wszyscy, wszak każdy oglądał jeśli nie “Siedmiu samurajów” Kurosawy, to przynajmniej “Krzyżaków” Forda. Zatem mamy stojących naprzeciwko siebie dwóch rycerzy i... stop! – cos w powyższym obrazie nie pasuje do całości... Oczywiście tak wyglądać pojedynek nie może – samurajowie najpierw przedstawią się sobie (imię, ród, okrzyk i dokonania), a rycerstwo Europy zaczynało zawsze od stanięcia na kopie. Ale pomińmy fazę początkową i przejdźmy do fazy walki na miecze. Zatem mamy już stojących na przeciw siebie szermierzy. Co pierwsze rzuca się w oczy? Pierwsze co zauważamy to fakt, że samuraj przyjmuje cios na kąt ostrza, a Europejczyk na kąt płazu. Wynika to z dość prostego faktu, że aby katana zachowywała ostrość głownia musiała być niesamowicie twarda (krystaliczna budowa), a co za tym idzie bardzo krucha (jak np. diament). Europejczycy problem ten rozwiązywali w inny sposób, a ich broń była bardzo sprężysta (głownia powinna odchylać się od poziomu na 3 - 6 cali i wracać do pierwotnego położenia) stąd takie a nie inne bloki. Uderzenia, ze względu na podobieństwo broni (ostrze) są prawie jednakowe.
Z małą tylko różnicą: samuraj po uderzeniu “tnie” cel, przeciągając ostrzem w dół. Europejczyk zadowala się zgnieceniem metalu zbroi swego oponenta, a tym samym wystawieniem go na kolejne, już być może śmiertelne, ciosy.

Drugim elementem różniącym Europę i Japonię jest ponownie kultura. Dla samuraja myśl o splamieniu honoru była nie do zniesienia – życie w hańbie było gorsze od śmierci, zatem wolał wybrać seppuku. Lecz jeśli istniała możliwość pojedynku to zawsze kończył się on śmiercią jednej ze stron. Żaden z walczących nie zniósł by świadomości, że pojedynek nie rozstrzygnął się jednoznacznie. Zatem walczono zawsze do śmierci i częstokroć bez uzbrojenia ochronnego – w samym jeno kimonie (a czasem i bez niego). Mój honor moim życiem... Rycerstwo zachodnie również hołdowało tej maksymie, lecz plamę na honorze zmywała niekoniecznie krew. Uznawane były przeprosiny, lub oczyszczenie przez dostojników kościelnych (lub wysokich urzędników świeckich, vide np. wybaczenie Kmicicowi spalenia w młodości kilku wiosek...). Lecz jeśli doszło do pojedynku to nie musiał zakończyć się on śmiercią. Walczono do pierwszej krwi, do poddania się jednej ze stron etc. Za wyjątkiem jedynie sądu bożego – oddania werdyktu w ręce Boga. Tego typu pojedynki kończyły się śmiercią. Zawsze.

Cała otoczka pojedynku, czyli sekundanci, wiwatujące tłumy, giermkowie zmieniający broń to elementy przynależące do kultury rycerstwa chrześcijańskiego – chodziło o wprawę w boju i pokazanie “wyższości”. Samurajowie na miejsca swych pojedynków wybierali miejsca zaciszne i odosobnione. Chyba, że w grę wchodził Miamoto Musashi, któremu wszystko jedno było z kim, gdzie i o jakiej porze dnia lub nocy – chciał pokazać swą wyższość jako szermierza. I nie był on wyjątkiem. Zdarzało się bowiem, że pojedynkujący się samurajowi potykali się na mostach (bo żaden nie ustąpił drogi), na rozstajach dróg, na ulicach miast. Dlatego w wielu miejscach (świątynie, pałac szoguna etc.) zakazane było obnażanie (a niekiedy i noszenie) broni. W Europie pojedynki towarzyszyły zazwyczaj turniejom rycerskim, a te będąc festynami dla plebsu spowodowały, że potępiano rycerzy, którzy jakoby “nie dla honoru, lecz dla sławy i ku uciesze motłochu” stawali w szranki.

Bitwa. Zbrojne starcie wielkich armii lub małych grupek, zwiadowców lub forpoczty armii. O bitwie na sposób zachodni już trochę pisałem, więc nie będę powtarzał tezy o “pancernym natarciu” konnicy. Przyjrzymy się natomiast bitwom Japońskim. Pomijając same aspekty taktyki (zasadzki, niespodziewane wypady, spotkania z liczniejszymi wojskami etc.) skupmy się na zachowaniu samurajów w czasie bitwy. Przez wiele wieków zbrojne starcie w Japonii przebiegało według następującego schematu: po napotkaniu wrogiej armii i zwarciu szeregów, przed resztę wojsk występowali samurajowie i wyzywali na pojedynek tych z pośród wrogiej armii, którzy byli godnymi tego zaszczytu (czytaj: innych samurajów). Następowała seria pojedynków (których forma przedstawiona jest powyżej). Potem następowało starcie regularnych wojsk. Schemat ten zmienił się wraz z najazdami “barbarzyńców” z kontynentu Azjatyckiego. Mongołowie, przed którymi stawał wyzywający do boju samuraj tworzyli wyrwę w szeregach i gdy rycerz w nią wszedł otaczali go i tłumnie pozbawiali życia. Wtedy, a za przyczyną wielu niepotrzebnych zgonów, zmieniono taktykę walki. A mianowicie zrezygnowano z pojedynków. Oczywiście nie zupełnie – samuraj nadal szukał na polu bitwy godnego siebie przeciwnika, ale walczono już całą armią od początku do końca starcia. No i oczywiście nie zaistniała owa “pancerna fala”, która charakteryzowała bitwy Europy. Wspólnym mianownikiem dla obu kultur było łucznictwo. Salwa z łuków mogła zmusić do ucieczki nawet Brandenburskie “pancerne potwory” (nazywano tak rycerzy z Brandenburgii, gdyż ich zbroje, malowane na czarno, odznaczały się tym, że pełno na nich było kolców, ćwieków, rogów i innych demonicznych aspektów). A wszystko to zmieniło się wraz z nastaniem ery broni palnej. Lecz o muszkietach mówił nie będę...

Pora na małe podsumowanie. Choć miałem porównać tylko dwa miecze to zahaczyłem jeszcze o taktykę, kulturę, mentalność i tradycje średniowiecznych wojowników. Nie sposób było dokonać porównania bez szerokiego spojrzenia na i przez średniowieczną Europę i Japonię. Ale nie powiedziałem jeszcze najważniejszego: który miecz jest lepszy? Zatem... tak właściwie to żaden nie jest “lepszy”. Są to po prostu narzędzia walki – a narzędzie nigdy nie są “lepsze” ani “gorsze”. Szkoły fechtunku są porównywalne, mówienie o “wyższości” jednej nie ma racji bytu, gdyż nikt nie widział przedstawicieli obu tych szkół w bezpardonowym, śmiertelnym pojedynku. Wszystko zależy od tego kim jesteśmy i jak ukształtowała się nasza osobowość – jednemu odpowiada “czystość” stylu samurajów, a innym dynamika pojedynku na rapiery. Każda metoda znajdzie zarówno zwolenników jak i przeciwników. Znajdą się też ludzie, którzy tak jak ja zechcą się zapoznać z oboma metodami walki. Zresztą najważniejsze są nasze umiejętności – mierny szermierz pozostanie miernym szermierzem, niezależnie od tego czy walczy kataną, czy gladiusem. Należy po prostu ćwiczyć i dążyć do doskonałości. Trzeba tez pamiętać o jednym: zawsze może się znaleźć ktoś lepszy od nas. Całość najlepiej podsumuję jedną z moich ulubionych anegdot.

Musashi wędrując w poszukiwaniu przeciwników po całej Japonii zawędrował w okolice Edo. Gdy przekraczał most drogę zagrodziła mu lektyka niesiona przez czterech samurajów pod dowództwem konnego wielmoży. “Ustąp z drogi, wędroecze” zakrzyknął konny. “Jam jest Miamoto Musashi” odrzekł samuraj “Stań do walki ze mną”. Niosący lektykę samurajowie znali sławnego szermierza i żaden nie kwapił się do walki. Wtem z lektyki wyłoniła się kobieta, a trzeba wam wiedzieć, że był to przebrany ninja udający się z tajną misją. “Jeśli chcesz mogę z tobą walczyć” rzekła dama. Musashi przystał na tą propozycję pomimo protestów eskorty. Wydobył miecz (a właściwie to katanę i wakizashi) i przyjął pozycje szermierczą. Przebrany wojownik nocy drobnym kroczkiem przeszedł obok samuraja i zajmując pozycje na przeciwko niego, wydobył papierowy wachlarz. Musashi nalegał by kobieta wzięła jednak miecz, lub inny oręż, którym mogła by w jakikolwiek sposób zagrozić jego zdrowiu. I zaczął się śmiać. Zlękniona o życie swej podopiecznej eskorta zaproponowała, że jednak rozprawi się z tym nieokrzesanym wojownikiem. Lecz dama ani myślała o poddaniu się lub innym niegodnym zakończeniu pojedynku. Musashi zaatakował. Z początku delikatnie, lecz widząc, że kolejne jego ciosy parowane były wachlarzem z łatwością postanowił jednym pchnięciem zakończyć to dziwne starcie. Pchnął i przebijając wachlarz chciał dosięgnąć ninja. Lecz ten w tym samym momencie złożył wachlarz i wytrącił samurajowi miecz z ręki. Ukrytym w dłoni sztyletem zadaje mu cios w ramię i pyta: “Gdzie teraz twój miecz, samuraju?”

Wojciech Stypa

Podziękowania dla sensei Sławomira Kocota za poświęcony czas i udzieloną pomoc

Bibliografia:

  1. Z. Żygulski jun. “Broń Wschodnia”

  2. A. Śpiewakowski “Samuraje”

  3. A. Westbrook, O. Ratti “Sekrety samurajów.”

  4. J. Clements “Medival swordsmenship”

  5. D. Kinderslay “Broń i zbroje”