Family
Camp - Ilmitz VII'2000
Co prawda w Austrii byłem sam /no doooobra, z
żoną/, ale mając nadzieję, że tego rodzaju imprezy się upowszechnią, zamieszczam
relację w kronice sekcji. No i w końcu byłem tam niejako służbowo.
Ilmitz - urocze misteczko /a może wręcz
wioska/ leży nieopodal jeziora Neusiedler See - największego jeziora stepowego w
Europie. Sam rejon słynie przede wszystkim z wina. Wszędzie wokół ciągną się
perfekcyjnie utrzymane winnice, a butelkowane wino można kupić praktycznie w każdym
domu i w niezliczonych gospodach.
Tydzień w Ilmitz zleciał piorunem, ludzie byli
wspaniali, a randori z klikoma austriackimi policjantami prawdziwą frajdą. Jako że
obóz był rodzinny, treningi były łączone - 1,5 h judo z francuskim trenerem Philippem
Lemoinem /świetny, japoński styl judo/ i 1,5 h z sensei Antonio Garcia. Dwa razy odbyły
sie dodatkowe, popołudniowe treningi hakko. Poza treningami - wycieczka statkiem po
jeziorze, wycieczki do Wiednia, kąpiele w jeziorze i klekot bocianów z gniazda na dachu
gospody.
I do tego wspaniałe jedzenie. Ludzieeee, na takie imprezy warto pojechać
|

katedra Świętego Stefana w
Wiedniu

my przed letnią siedzibą
Habsburgów
|

znacie tę technikę kochani?

Philippe w akcji - na
macie Alex - współorganizator obozu
i wspaniały gość

sensei Antonio pomyka na
zajęcia
|